Skip to main content
Nasza pierwsza podróż Drogą Numer 1: 10 dni dookoła Islandii

Nasza pierwsza podróż Drogą Numer 1: 10 dni dookoła Islandii

Chwila, w której postanowiliśmy objechać całą wyspę

Żadne z nas nie było wcześniej na Islandii. Moja partnerka Sara zrobiła trochę researchu, otworzyła mapę Drogi Numer 1 — pierścienia okalającego całą wyspę — i powiedziała bez większych ceregieli: „po prostu objedźmy całość”. Spojrzałem na mapę. Wyglądało na wykonalne. Zgodziłem się. To, co nastąpiło, było dziesięcioma dniami najbardziej oszałamiającej wizualnie jazdy, jaką którekolwiek z nas kiedykolwiek odbyło, przeplatanej kilkoma autentycznymi gorszymi momentami, przed którymi nie ostrzegał nas żaden blog podróżniczy.

Przylecieliśmy do Keflavíku w połowie lipca 2019 roku i pojechaliśmy prosto do Reykjaviku, żeby odebrać auto z wypożyczalni. Samochodem była Dacia Duster, podstawowy napęd 4x4 — bez splendoru, ale wystarczająco solidny na asfaltowe odcinki Drogi Numer 1. Zarezerwowaliśmy go sześć tygodni wcześniej przez porównywarkę, a całość wyniosła około 420 € za 10 dni z podstawowym ubezpieczeniem (dopłaciliśmy 60 € za ochronę od żwiru, co okazało się tego warte w okolicach Mývatn).

Dzień pierwszy: na południe do Vík

Wyjechaliśmy z Reykjaviku we wtorek rano, zrobiliśmy zapasy w supermarkecie Bónus na Laugavegur — chleb, skyr, owsianka instant, kawa, ryby w puszce, kilka jabłek — i skierowaliśmy auto na wschód, wzdłuż południowego wybrzeża. Plan zakładał dotarcie do Vík przed wieczorem.

Najpierw był Seljalandsfoss, jakieś 120 kilometrów od Reykjaviku. Parking kosztuje 1000 ISK (około 6 € według stawek z 2019 roku), płatne w automacie. Wodospad robi naprawdę duże wrażenie, a za jego kurtyną wody można przejść — mokrych butów nie da się uniknąć, chyba że ma się porządne nieprzemakalne ubranie. Mieliśmy nieprzemakalne spodnie. Było w porządku.

Następny był Skógafoss, kolejne 30 kilometrów na wschód. Tu nie ma opłaty za parking. Schody po prawej stronie prowadzą na grań ze ścieżką, z której widać wybrzeże. Weszliśmy częściowo, jakieś 10 minut, co wystarczyło, by zrozumieć, dlaczego warto. Sam wodospad jest szerszy i bardziej dramatyczny niż Seljalandsfoss, choć nie da się za niego przejść.

Do Vík dotarliśmy około 18. Miasteczko jest małe — garstka pensjonatów, przystanek autobusów Strætó, państwowy sklep monopolowy Vínbúðin oraz bar z artykułami spożywczymi i przekąskami Víkurskáli przy stacji benzynowej. Zatrzymaliśmy się w Icelandair Hotel Vík, który kosztował około 26 000 ISK za noc — nie tanio, ale rozsądnie jak na szczyt sezonu w lipcu w wiosce z ograniczoną liczbą łóżek.

Reynisfjara, plaża z czarnym piaskiem kilka kilometrów na zachód od Vík, to miejsce, gdzie ostrzeżenia o falach „sneaker” zaczynają brzmieć poważnie. Są znaki. Są bariery. Trzy osoby zginęły tam w ostatnich latach, ignorując jedno i drugie. Kolumny bazaltowe przy Hálsanef to wizualny punkt kulminacyjny — sześciokątne formacje ułożone jak piszczałki organów. Trzymaliśmy się z daleka od wody.

Dzień drugi i trzeci: na wschód ku Jökulsárlón

Przejazd z Vík w stronę Jökulsárlón zajął większość drugiego dnia. Rano minęliśmy Dyrhólaey — łuk skalny i cypel z latarnią morską na południe od Vík — i zatrzymaliśmy się na dolnym parkingu, żeby zobaczyć łuk. Górna droga była zamknięta z powodu gnieżdżących się maskonurów. Warto o tym wiedzieć, jeśli odwiedzasz to miejsce między majem a sierpniem.

Skaftafell, w obrębie Parku Narodowego Vatnajökull, było zaplanowanym noclegiem. Zarezerwowaliśmy pole namiotowe (1800 ISK od osoby za noc) zamiast pensjonatu i była to dobra decyzja: kemping ma dobre zaplecze, a okoliczne szczyty są niezwykłe w wieczornym świetle. Przeszliśmy szlakiem do Svartifoss — 5 km w obie strony, około 90 minut — do wodospadu z bazaltowymi kolumnami. Jest tu ciszej niż na przystankach przy wybrzeżu i mało jednodniowych turystów.

Laguna lodowcowa Jökulsárlón trzeciego dnia była sercem całej wyprawy. Dotarliśmy o 7 rano, przed autokarami, a światło na górach lodowych było czymś, czego nie potrafię odpowiednio opisać. Niebieski to złe słowo — przypominało raczej podświetlone szkło. Diamond Beach, pas czarnego piasku tuż za Drogą Numer 1 naprzeciw laguny, ma osiadłe bryły lodu, które wyglądają jak rzeźbione. Spędziliśmy tam dwie godziny bez poczucia pośpiechu.

Nie wybraliśmy się na rejs łodzią-amfibią, częściowo ze względu na koszt (6000–7000 ISK od osoby w 2019 roku), a częściowo dlatego, że widoki z brzegu i tak były nadzwyczajne. Niektórzy się z tym nie zgadzają i uważają rejs za wart zachodu, bo można podpłynąć bliżej lodu. To prawdopodobnie słuszny argument.

Dzień czwarty i piąty: objazd w głąb lądu, który niemal pominęliśmy

Między Jökulsárlón a Höfn leży około 80 kilometrów drogi, na której prawie nic nie ma. Sam Höfn to miasteczko rybackie znane z humarsúpa (zupy z homarów) w restauracji Pakkhús. Zjedliśmy po misce. Była znakomita — około 3500 ISK za miskę, podawana z chlebem. Jeden z lepszych posiłków całej podróży.

Pierwotnie planowaliśmy całkowicie pominąć interior, ale rozmowa na kempingu w Skaftafell to zmieniła. Holenderska para, która przejechała Drogę Numer 1 dwa razy, powiedziała nam, że przejazd choćby krótkiego odcinka dróg F w stronę Kerlingarfjöll to jedyna rzecz, której żałowali, że nie zrobili podczas pierwszej podróży. Nie mieliśmy odpowiedniego pojazdu na przeprawy przez rzeki w Kerlingarfjöll, ale w pogodny dzień zboczyliśmy na chwilę w stronę Landmannalaugar, korzystając z wycieczki zamiast własnego auta.

Interior jest naprawdę niepodobny do niczego innego na Drodze Numer 1. Góry ryolitowe w odcieniach żółci, zieleni i rdzawej czerwieni. Gorące źródła parujące wzdłuż szlaków. Czuliśmy się, jakbyśmy wjeżdżali do podręcznika geologii. Nie próbuj dróg F bez prawdziwego terenowego 4x4 z realnym prześwitem — widzieliśmy Toyotę Yaris utkniętą na przeprawie przez strumień, co nie mogło być przyjemnym popołudniem.

Jeśli nie masz odpowiedniego 4x4, jednodniowa wyprawa super-jeepem z przewodnikiem do Kerlingarfjöll obejmuje przeprawy przez rzeki i teren górski bez stresu związanego z samodzielną jazdą.

Dzień szósty i siódmy: północna Islandia

Droga Numer 1 skręca na północ po wschodnim wybrzeżu i ostatecznie dociera do Akureyri — drugiego miasta Islandii, liczącego około 20 000 mieszkańców. Jest znacznie przyjemniejsze, niż sugeruje ten opis. Ogród botaniczny w centrum jest darmowy i zadbany; do kościoła na szczycie schodów warto wejść dla widoku na fiord.

Jezioro Mývatn to cały dzień. Pseudokratery w Skútustaðir, formacje lawowe w Dimmuborgir, fumarole siarkowe w Námaskarð i popołudniowa kąpiel w Mývatn Nature Baths. Łaźnie (4500 ISK w 2019 roku, z wejściem rezerwowanym z wyprzedzeniem) są mniej znane niż Blue Lagoon i znacznie mniej zatłoczone. Woda była gorąca — około 36–40°C — a widoki na wulkaniczny krajobraz były dziwne i kojące zarazem.

Wodospad Goðafoss, między Akureyri a Mývatn, bywa zbywany jako szybki przystanek na zdjęcie. To w przybliżeniu trafne. Jest piękny, w kształcie podkowy i niezbyt ogromny. Dwadzieścia minut wystarczy.

Dzień ósmy: północne wybrzeże i morze

Ósmego dnia zboczyliśmy do Húsavíku konkretnie po to, by popływać w poszukiwaniu wielorybów. Húsavík uchodzi przez wielu za stolicę obserwacji wielorybów w Europie. Zarezerwowaliśmy rejs z North Sailing, wypływający ze starego drewnianego nabrzeża w porcie. Rejs trwał trzy godziny na dębowym żaglowcu.

Zobaczyliśmy humbaki — trzy z nich w różnych odległościach, najbliższy może 40 metrów od łodzi. Jeden wyskoczył z wody, co trwało jakieś dwie sekundy i wywołało gorączkową aktywność aparatów u wszystkich 30 osób na pokładzie. Widzieliśmy też rybitwy popolarne nurkujące po wodzie i małe stado delfinów w pobliżu łodzi przez jakieś 10 minut. Doświadczenie dostarczyło tego, co obiecywało.

North Sailing organizuje obserwacje wielorybów na tradycyjnych dębowych łodziach i działa jako firma neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla. Ich wskaźnik udanych rejsów latem (maj–wrzesień) jest stale wysoki, a łodzie są dobrze utrzymane.

Dzień dziewiąty i dziesiąty: Snæfellsnes i powrót do Reykjaviku

Standardowa Droga Numer 1 nie obejmuje Półwyspu Snæfellsnes, ale zaplanowaliśmy dwa dodatkowe dni właśnie na to. Przejazd z okolic Húsavíku z powrotem na zachód zajął pół dnia, a noc spędziliśmy w Borgarnes przed kontynuowaniem podróży następnego ranka.

Snæfellsnes wynagrodziło ten objazd. Kirkjufell — góra w kształcie strzały — była na żywo bardziej charakterystyczna niż na zdjęciach. Arnarstapi, maleńka wioska portowa na południowym wybrzeżu półwyspu, miało dobrą zupę rybną w pensjonacie Snjófell. Lodowiec na cyplu, Snæfellsjökull, przez oba dni naszego pobytu chował się pod czapą chmur, co podobno jest częste.

Dziesiątego dnia wjechaliśmy z powrotem do Reykjaviku, zwróciliśmy samochód i zjedliśmy kolację w Messinn na Lækjargata — zapiekankę rybną w żeliwnej patelni, około 4200 ISK — przed wczesnym porannym lotem.

Co bym zmienił

Kilka szczerych uwag dla każdego, kto planuje podobną trasę:

Zarezerwuj gorące źródła z wyprzedzeniem. Zarówno Blue Lagoon, jak i Sky Lagoon wymagają rezerwacji. Nie próbowaliśmy Blue Lagoon, bo było pełne na nasze terminy, mimo że sprawdzaliśmy dwa tygodnie wcześniej. Secret Lagoon we Flúðir przyjmuje bez rezerwacji i jest tańszy.

Zaplanuj więcej czasu na wschodzie. Wschodnie wybrzeże dostało od nas jeden poranek i przemknęliśmy przez nie w pośpiechu. Kanion Stúðlagil na wschodzie — z bazaltowymi kolumnami obramowującymi turkusową rzekę — nie był w naszym pierwotnym planie i go nie zobaczyliśmy. Teraz jest na szczycie naszej listy na kolejną wizytę.

Lipiec jest zatłoczony. Przy każdym parkingu pod wodospadem była kolejka. Wczesne przyjazdy (przed 8 rano) robiły realną różnicę przy Jökulsárlón i Skógafoss. W południe przy Seljalandsfoss naprawdę trudno się poruszać, gdy autokary stoją w poprzek dwóch pasów.

Jeśli planujesz samodzielną podróż, przewodnik po Drodze Numer 1 ma więcej szczegółów logistycznych. Przy wyborze odpowiedniego pojazdu warto przeczytać przewodnik 2WD kontra 4x4 przed rezerwacją.

Aby uzyskać uporządkowany zarys tego, co robić i gdzie nocować każdego dnia, 7-dniowa trasa Drogą Numer 1 obejmuje główną pętlę. Jeśli masz więcej czasu, wersja 10-dniowa dodaje Snæfellsnes i głębsze zanurzenie we wschodzie.

Dziesięć dni to odpowiednie minimum na pełną pętlę. Mniej i jeździsz zbyt wiele godzin dziennie, by cokolwiek porządnie zobaczyć.